Aparaty
Hover Air X1 Pro i Pro Max - to nie zwykłe drony, to latające action camy
To jasny standard w zaskakująco niskiej cenie. Gdzie jest haczyk? Sprawdzamy, jakie możliwości kryje nowa stałka systemu Nikon Z.
W porównaniu do testowanej już przez nas 50-tki, Nikkor Z 35 mm f/1.4 ma o jedną soczewkę więcej. Jego układ optyczny opiera się na 11 elementach ustawionych w 9 grupach, przy czym dwie to soczewki asferyczne. Taką samą liczbę elementów ma droższy, choć ciemniejszy Nikkor Z 35 mm f/1.8 S. W jego przypadku jednak zastosowano aż 5 soczewek specjalnych - 2 ED i 3 asferyczne. Mimo to, możemy być dobrej myśli, bo jak pokazał test modelu Z 50 mm f/1.4, prosta i tania konstrukcja w wykonaniu Nikona może dać naprawdę dobre rezultaty.
I tak jest w tym przypadku, bowiem zdjęcia wykonane Nikkorem Z 35 mm f/1.4 wydają się ostre na każdej przysłonie. Oglądając je na monitorze trudno dostrzec coś, co sugerowałyby ewentualne różnice w poziomie szczegółowości - nawet porównując centrum do brzegu kadru.
Na osi poziomej wykresu MTF50 umieściliśmy przysłony, a na osi pionowej pary linii na milimetr. Za przyzwoite wyniki w przypadku wysokorozdzielczych matryc uznajemy te powyżej 32-34 lp/mm. Zdjęcia wykonywaliśmy w formacie RAW z uwzględnieniem wszystkich przysłon.
Nieco więcej mówią nam dokładne testy studyjne, gdzie na jaw wychodzą niedociągnięcia niewidoczne na pierwszy rzut oka. Jak widzimy na poniższych wykresach, choć szkło notuje naprawdę dobrą rozdzielczość w środku kadru (50-60 pl/mm), to dość przeciętnie wypada w zakresie ostrości brzegowej zwłaszcza przy szeroko otwartej przysłonie, gdzie wyniki plasują się poniżej granicy akceptowalności i wynoszą 20-30 pl/mm. Najlepsze i najbardziej wyrównane rezultaty szkło oferuje po domknięciu do f/4, gdzie zanotujemy 64 pl/mm w środku i 43 pl/mm na brzegach kadru. Jeżeli zaś chodzi o pracę z mocno domknięta przysłoną, obiektyw zaoferuje nam przyzwoite rezultaty do wartości f/11.
Choć zdecydowanie nie jest to obiektyw rekordowo ostry, warto zobaczyć jak wypada na tle profesjonalnych konkurentów ze stajni Canona i Sony. Jak widzimy poniżej, szkło wypada gorzej przy nominalnej wartości przysłony i pod względem rozdzielczości na brzegach, ale zupełnie nieźle konkuruje w zakresie centralnej części kadru - zwłaszcza z kosztującym ponad 2 razy więcej modelem Sony FE 35 mm f/1.4 GM.
Jeśli porównamy zdjęcia w skali 1:1, widać, że Nikkor Z 35 mm f/1.4 nie jest rekordzistą pod względem ostrości, ale przy tak niskiej cenie nikt po nim tego nie oczekuje. Przy f/1.4 szczegółowość jest duża, ale każdorazowe przymknięcie przysłony powoduje wyraźne polepszenie rozdzielczości, zarówno w centrum, jak i na brzegu. W efekcie ostrość mocno wzrasta już przy f/2, ale osiąga maksimum i wyrównuje się w całym kadrze w zakresie f/2.8-f/5.6 - podobnie jak w modelu Z 50/1.4.
To jak rozdzielczość obiektywu dokładnie przekłada się na wrażenia oglądającego powiedzą nam wykresy BxU, wskazujące jak ostre dla ludzkiego oka są poszczególne fragmenty kadru. Wykresy przygotowujemy zarówno dla matrycy, jak i odbitki 20 x 30 cm. W tym pierwszym wypadku odpowiada to oglądaniu zdjęcia w 100-procentowym powiększeniu, w drugim - oglądaniu go w rozmiarach ekranowych, czyli tak, jak będzie na nie patrzeć większość odbiorców.
Wykresy BxU potwierdzają wartości uzyskane przy pomiarach MTF, pokazując jednocześnie, że za słabe wyniki brzegowe przy otwartej przysłonie odpowiadają głównie rogi. Jak widzimy, w maksymalnym powiększeniu bez większego problemu zauważymy niedoskonałości przy szeroko otwartej przysłonie, jednak już po domknięciu obraz powinien zacząć wydawać się wystarczająco ostry.
Tak czy inaczej, wszystko to powinno pozostać całkowicie niezauważalne dla oglądających zdjęcie na wydrukach czy w rozmiarach ekranowych w Internecie. Jak wskazują pomiary dla odbitki 20x30, rozmycie - poza dolnymi rogami kadru na f/1.4 - pozostanie w większości niewidoczne nawet przy najbardziej niekorzystnych ustawieniach obiektywu.