Wydarzenia
Sprawdź promocje Black Friday w Cyfrowe.pl
Seria składa się z materiału zdjęciowego, który wykonałem podczas dwóch wakacyjnych wyjazdów do Chorwacji wspólnie z moją życiową towarzyszką Irminą oraz naszymi przyjaciółmi. Początek prac nad zdjęciami nie był skomplikowany, wystarczyło spakować karimatę, ręczniki, maskę, płetwy, rzecz jasna aparat i uderzyć na plażę. Zapomniałbym jeszcze wspomnieć o kremie z filtrem, ale niestety jak się później okazało, na niewiele on się zdał. Kiedy byłem na miejscu, pozostała mi już tylko najprzyjemniejsza część pracy fotografa.
Od dawna miałem ochotę na zrobienie zdjęć podwodnych. Ten pomysł był gdzieś z tyłu mojej głowy i co jakiś czas przypominał o sobie. Jeszcze w czasach studenckich, po obejrzeniu serii zdjęć „The Seventh Wave” autorstwa Trenta Parke'a, zachorowałem na chęć posiadania Nikonosa, ale nie zdecydowałem się na zakup. Wraz z postępem techniki, w fotografii pojawiły się na rynku nowe rozwiązania. W końcu musiałem coś z tym faktem zrobić. Lubię wyznaczać sobie nowe cele i próbować czegoś innego, aby nie popaść w rutynę – zarówno tematyczną, jak i stylistyczną. W Internecie zrobiłem intensywny reaserch testów aparatów podwodnych i wybrałem taki, którego jakość zdjęć najbardziej mnie zadowalała, a jednocześnie mieścił się w wyznaczonym przeze mnie budżecie 1000 zł.
Fotografię monochromatyczną charakteryzuje to, że nie ma w niej elementów barwnych, które mogłyby odwrócić uwagę widza od głównego tematu, czy też wybić z nastroju. To był główny czynnik dlaczego zrezygnowałem z koloru, który w moim odczuciu nie pozwalał skupić się na pięknie i potędze żywiołu, z którym obcowałem.
Zgłaszając swoje fotografie do konkursu zawsze oczekuję, że przy odrobinie szczęścia uda mi się zdobyć główną nagrodę. Czasami nagrodą jest sprzęt fotograficzny, wyjazd w ciekawe miejsce, pieniądze lub chwilowe zainteresowanie medialne. Wszystko to pozwala w pewnym stopniu na rozwój, ale najważniejsze jest to, aby stale pracować nad sobą, mieć pomysły i fotografować.
Z tą wodoodpornością to bym nie przesadzał. W połowie drugiego wyjazdu do Chorwacji zalał mi się wizjer, ale jak się okazało aparat dalej mógł robić zdjęcia, więc je robiłem w dalszym ciągu – na „czuja”, jak to się mówi potocznie. Wiedząc, jaką ogniskową ma wbudowany obiektyw, starałem się kadrować tak, żeby było dobrze i w większości przypadków było. Efekty swojej pracy przejrzałem dopiero po powrocie do domu.
Wracając do pytania: nie oczekiwałem, że na tym sprzęcie uda mi się zrobić zdjęcia, które zostaną tak dobrze przyjęte. Część fotografii z mojej nagradzanej serii o surferach rzecznych w Monachium także została wykonana tym aparatem. Najważniejsza z tego wszystkiego była dla mnie frajda z samego fotografowania pod wodą. Na tamten aparat zdecydowałem się, gdyż jakość zdjęć była moim zdaniem najlepsza spośród konkurencyjnego sprzętu w budżecie, który miałem przeznaczony na ten cel. Na pewno do fotografowania pod wodą jeszcze wrócę, tylko potrzebuję w pełni sprawnego aparatu.
Najtrudniejsza była wyporność. Nie mogłem sobie pozwolić na nieco dłuższe nurkowanie, bo dosłownie po chwili byłem wypychany na powierzchnię. Słona woda w oku też nie należy do przyjemnych rzeczy, a maski po jakimś czasie parowały i widoczność ulegała pogorszeniu. Ale to nie było niczym strasznym. Bawiłem się fantastycznie zapominając o całym świecie. Wartym odnotowania jest także fakt, że pod wodą perspektywa ulega nieco zmianie, jakbyśmy zastosowali zoom. Nad faktycznymi przeciwnościami w fotografii podwodnej warto jednak porozmawiać z fotografami przyrody, którzy specjalizują się w tej niezwykle trudnej i pięknej dziedzinie fotografii.
Uważam, że w tej serii granicę abstrakcji i rzeczywistości wyznacza tafla wody, która jest niezwykle fascynująca, stale się zmienia, przepływa i faluje tworząc zmieniające się kształty. Dla mnie to niezwykłe, co woda potrafi zrobić, odbijając i zniekształcając światło, które dociera do obiektywu. To wręcz mistyczne doznanie, kiedy widzę, jak wyglądają tysiące drobnych pęcherzyków powietrza oświetlonych przez słońce, które z trudem przebija się z każdym centymetrem w głąb morza.
Tematy na dobre fotografie są dookoła nas, kiedy przechadzamy się ulicami miast lub po łące i chłoniemy zwykłą, leniwą i na pozór nieciekawą codzienność. Bardzo niemiło zostałem zaskoczony w tym roku przez organizatorów konkursu World Press Photo, którzy zrezygnowali z kategorii życie codzienne. Jakby pogoń za sensacją miała wyznaczać i mówić nam to, co jest wartościowe i istotne w fotografii.
Mnie najbardziej cieszą zwykłe, proste chwile. Dobrze pamiętam, jak zaczynając swoją przygodę z fotografią byłem zafascynowany ulicznymi zdjęciami klasyków, takich jak Erwitt, Winogrand czy Meyerovitz. Starałem się pokazywać na zdjęciach to samo, co oni pokazywali u siebie. Jakieś 10 lat temu bardziej doświadczony wówczas przyjaciel-fotograf dał mi dobrą radę, abym podczas fotografowania nie próbował na siłę robić z mojej rodzinnej gminy Nowego Jorku. To bardzo cenna wskazówka, o której pamiętam za każdym razem, kiedy sięgam po aparat. Nieważne gdzie jestem, staram się pokazać dane miejsce przez pryzmat tego, co stanowi o jego wyjątkowym charakterze.
Człowiek od samego początku mnie fascynował. To, jaką rzeczywistość kreuje dookoła siebie sprawia, że cały czas mam ochotę fotografować, jednocześnie ucząc się czegoś nowego o świecie.
W tym roku całą swoja uwagę skupiam na realizacji projektu fotograficznego zatytułowanego „Rodacy – o Polakach na Ukrainie”, który objęty jest mecenatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Praca nad tą serią zmusiła mnie do zmiany całego sposobu, czy też kultury pracy, gdyż do tej pory byłem przyzwyczajony do wzięcia aparatu do ręki i wyjścia z domu, a zdjęcia same wpadały.
Teraz sporo czytam, przeglądam masę materiałów w sieci i szukam bohaterów. Mam już za sobą jeden wyjazd i trochę materiału zdjęciowego oraz kontaktów. Rozpocząłem pracę nad prowadzeniem strony internetowej w formie bloga, gdzie sukcesywnie będą pojawiały się relacje z moich wyjazdów.
Aktualnie przymierzam się do kolejnej wyprawy. Jestem bardzo podekscytowany i pełen optymizmu. Zapraszam osoby zainteresowane do śledzenia instagramowego profilu mojego projektu: @projektrodacy.
Paweł Piotrowski - ur. w 1986 w Oleśnicy. W 2011 ukończył studia magisterskie o specjalności projektowanie graficzne na Wydziale Grafiki i Sztuki Mediów na Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu. Jest freelancerem, współpracuje z Regionalnym Ośrodkiem Edukacji we Wrocławiu, prowadzi szkolenia z zakresu fotografii oraz grafiki użytkowej. W swojej pracy skupia się na długoterminowych projektach, które opowiadają o życiu codziennym niewielkich społeczności będących poza obszarem zainteresowań głównego nurtu. Jest laureatem licznych konkursów m.in. Slovak Press Photo 2017, zdobywcą Grand Prix w Viva! Photo Awards 2017 i 2016, laureatem konkursu “Pokaż się” w ramach Opolskiego Festiwalu Fotografii 2017, laureatem „Złoty Talent Roku 2016” Galerii PIX.HOUSE, oraz zdobywcą 2 miejsca w Brussels Street Photography Festival 2016. Paweł Piotrowski jest współtwórcą internetowego programu fotograficznego “Tam Gdzie Stało Lomo”, dostępnego na serwisie YouTube. Jego prace były publikowane w książkach, prasie oraz w Internecie. W 2018 roku Paweł został stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie sztuk wizualnych. Więcej na: www.piotrowskipawel.pl.
wykorzystane zdjęcia: Paweł Piotrowski „Wodne szaleństwo”