Mobile
Oppo Find X8 Pro - topowe aparaty wspierane AI. Czy to przepis na najlepszy fotograficzny smartfon na rynku?
Nowy model Panasonic Lumix LX100 to kontynuacja trendu rynkowego zaawnsowanych kompaktów z dużą matrycą. Standardem już są kompakty z matrycą 1 cal, od jakiegoś czasu mamy konstrukcje z sensorami APS-C, a nawet z pełną klatką. Aż dziwne, że tak długo musieliśmy czekać na kompakt z matrycą 4/3.
Być może wyjaśnieniem będzie, że LX100 wcale nie jest małym aparatem. Jest znacząco większy, niż zaprezentowany dzisiaj Lumix GM5, który oferuje przecież także wbudowany wizjer, ale dla odmiany wymienną optykę. Nie zyskujemy, więc na rozmiarze. Jak więc jest zaleta kompaktu z matrycą 4/3?
W LX100 tą zaletą jest niewątpliwie jasny obiektyw zoom o ekwiwalencie 24-75 milimetrów i jasności f/1,7-2,8 wyposażony w optyczną stabilizację matrycy. Podobne szkło w systemie M4/3 z pewnością byłoby sporo większe i kosztowało sporo. (Niestety aparat, który mieliśmy do dyspozycji miał firmware 0.2, więc nie możemy pokazać z niego zdjęć.) Jeżeli więc, wiemy, że wystarczy nam taki zoom, to taki zestaw możemy mieć w lepszej cenie niż bezlusterkowca z wymienną optyką. Dodatkowo, jeżeli zdecydujemy się na bardziej zaawansowany korpus niż GM1 czy GM5, to LX100 będzie również mniejszy. Trzeba jednak zaznaczyć, że wysunięty w pełni obiektyw jest naprawdę spory.
Oceńmy więc nowego Lumiksa z zewnątrz. Od razu rzuca się w oczy, że aparat jest bardzo dobrze wykonany. Sprawia wrażenie bardzo solidnego - większość obudowy i pokręteł sprawia wrażenie metalowych. Również tubus obiektywu i pierścienie są bardzo solidne. Przypominają drogie obiektywy Leiki. Jedyną skazą na tym wizerunku jest grip, który swoją jakością nie przystaje do reszty aparatu. Mamy nadzieję, że w egzemplarzu produkcyjnym to zostanie poprawione.
LX100 obsługuje się w bardzo klasyczny sposób. Mamy pierścień wyboru przysłony na obiektywie i pokrętło czasów na aparacie. Automatykę wybieramy za pomocą ustawienia A na obu lub na wybranym pierścieniu. Jak za dawnych czasów. Entuzjastów fotografii na pewno ucieszy, że większość przycisków również znalazła się na obudowie.
Cieszy, że Panasonic zdecydował się zastosować w tym aparacie wizjer. To od razu czyni z niego poważne narzędzie na przykład do dyskretnej fotografii. Sam wizjer jest dosyć mały i chociaż do kadrowania wystarczający, to odczytanie informacji może osobom o gorszym wzroku już sprawić nieco trudności. Dobrze, że sam obraz jest wyraźny, jasny i nie smuży.
Jak już wspominałem testowaliśmy wersję przedproducyjną, ale już możemy napisać, że AF działa bardzo sprawnie. Właściwie trudno powiedzieć, żeby był wolniejszy od - przecież bardzo szybkich - modeli Lumiksów z wymienna optyką.
Podsumowując, Panasonic zrobił nam bardzo duży apetyt na ten model i z niecierpliwością czekamy aż przyjdzie do redakcji na pełen test.
Uzupełnienie: Warto wyjaśnić kwestię rzeczywistej rozdzielczości obrazu z LX100. Największa efektywna rozdzielczość z 16 megowej matrycy to 12,8 Mp przy proporcjach boków 4:3.