Producenci niezależni nie zapominają o segmencie APS-C, który dla ambitnych amatorów i podróżników nadal pozostaje bardzo atrakcyjny. Świadczą o tym zresztą liczby - wbrew pozorom to korpusów z mniejszymi sensorami sprzedaje się wciąż najwięcej (prawie 64% według CIPA w 2025 roku). Jest więc o co walczyć.
Nowy Tamron to model, na który producenci aparatów nie mają dziś dobrej odpowiedzi, ale przede wszystkim poważna konkurencja dla małej Sigmy 18-50 mm f/2.8 DC DN C. Przez dobrych kilka lat była pierwszym wyborem amatorów, oferując stałe światło f/2.8 w bardzo przystępnej cenie.
Tamron ma co prawda w ofercie zoom o nawet bardziej uniwersalnym zakresie (17-70 mm f/2.8), ale jest to już obiektyw znacznie większy i zauważalnie droższy. Producent postanowił więc teraz rzucić Sigmie wyzwanie w wadze ultralekkiej.
Nowy 16-50 mm f/2.8 to podobne parametry i cena, ale jeszcze nieco szerszy kąt widzenia (odpowiednik 24 mm dla pełnej klatki wobec 28 mm). Czy tak mała, a przy tym jasna konstrukcja wymagała wielu kompromisów optycznych? Przekonajmy się!
Mały, tani, zaskakująco dobrze wykonany
16-50 mm to drugi (po pełnoklatkowym 12-20 mm f/2.8) obiektyw wykonany w odświeżonej stylistyce. Patrząc na ten model, możemy przewidywać, jak będą prezentować się kolejne amatorskie konstrukcje tego producenta. To bardzo lekka (ok. 300 g), zgrabna i raczej oszczędna bryła - jedyny akcent dekoracyjny to pierścień u nasady w kolorze białego złota.
Obudowę wykonano starannie z nowoczesnych tworzyw (poliwęglan konstrukcyjny) pokrytych półmatowym lakierem, który delikatnie połyskuje, ale nie „palcuje się”. Konstrukcja jest zwarta i sztywna, jak na model amatorski, wydaje się bardzo solidna. Producent deklaruje przy tym pyłoszczelność i odporność na wilgoć. To, co możemy potwierdzić, to uszczelka typu O-ring wokół stalowego bagnetu.
Pierścień ostrości to miękka guma z wyraźnym karbowaniem. Jest szeroki i wygodny, pracuje przy tym zaskakująco płynnie, równo i precyzyjnie - w odróżnieniu od starszych modeli, w których często czuliśmy nieprzyjemne tarcie plastiku o plastik. Kultura pracy stoi więc na wysokim poziomie.
Konstrukcja rozsuwa się, co oczywiście zawsze zwiększa ryzyko zasysania zabrudzeń do wnętrza, ale prawdę mówiąc, od dawna nie słyszeliśmy, by był to realny problem w przypadku któregokolwiek z nowoczesnych obiektywów.
Za automatyczne ustawianie ostrości odpowiada stosowany już w innych konstrukcjach Tamrona liniowy napęd VXD. Ostrzy sprawnie i precyzyjnie, ale nie natychmiastowo. Mamy wrażenie, że nienajnowszy już korpus Sony A6600 nieco ogranicza jego możliwości.
Na tubusie znajdziemy jeszcze tylko wąski pierścień ostrości i uszczelnione złącze USB-C służące do aktualizacji oprogramowania. W zestawie producent dołącza też tulipanową osłonę przeciwsłoneczną.
Optycznie bez niespodzianek
Gdybyśmy mieli w ciemno obstawiać charakter optyki tego obiektywu, trafilibyśmy bez pudła. Znamy już w końcu możliwości tego producenta, ale też wyzwania, jakie pojawiają się przy konstruowaniu tego typu modeli. Oraz miejsca, w których projektanci często chodzą na skróty.
Tamron 16-50 mm, jak na tak mały zoom, ma całkiem ciekawe i bogate wnętrze. To 14 elementów w 10 grupach, w tym aż 4 soczewki asferyczne (poprawiające ostrość i wyrazistość przy maksymalnie otwartej przysłonie) i jedna o niskiej dyspersji, korygująca aberrację chromatyczną.
I faktycznie możemy liczyć na naprawdę dobrą ostrość w centrum kadru, ale też zauważalnie słabszą na brzegach i w narożnikach. Bardzo dobrze udało się też zapanować nad przebarwieniami na krawędziach w ostrym słońcu (niemal niewidoczne). Stosunkowo nieduża i skutecznie korygowana z poziomu aparatu jest także winieta. Łatwo za to złapać bliki podczas fotografowania pod ostre światło.
Największy kompromis to oczywiście dystorsja, czyli zniekształcenia geometryczne. Jeśli wyłączymy korekcje systemowe, zauważymy potężną „beczkę” na szerokim kącie oraz wyraźną „poduszkę” na długim końcu 50 mm. Zaszyte w pliku profile korekcji pozwalają jednak skutecznie prostować zdjęcia, i jest to coś, z czego chętnie korzystają dziś w zasadzie wszyscy producenci.
W zastosowaniach amatorskich, naszym zdaniem obiektyw sprawdzi się naprawdę dobrze. Obraz jest ostry i kontrastowy, a bokeh miękki i przyjemne dla oka. Minimalna odległość ostrzenia to 15-29 cm, co również rozszerza pole zastosowań o codzienne semi-macro, jak np. fotografia kulinarna. Biorąc pod uwagę gabaryty i cenę tego modelu, łatwo też wybaczamy optyczne kompromisy.
Tamron 16-50 mm f/2.8 A - zdjęcia testowe
Wszystkie zdjęcia wykonaliśmy w połączeniu z korpusem Sony A6600 na domyślnych ustawieniach dla pliku JPEG (redukcja szumów wyłączona, korekcja optyki włączona). Zachęcamy też do pobierania paczki plików RAW, by lepiej ocenić możliwości obiektywu.